wtorek, 25 grudnia 2012

Malinowe wynurzenia

Zaprzestanę wysyłania stafu mailem, może ktoś kiedyś sam tu zajrzy. Mówi się, piłeś - nie pisz. Pieczołowicie wyciśnięte malinki jednak sympatycznie grzeją i cóż tu na to poradzić. Ma się to we krwi, alkohol i melancholię.

Mówi się, że czas znormalnieć. Jak?

Wigilia, całkiem niedawno lat temu:
-Sp... pijaku!
-Ale ja niszz nie piłem.... szego ode mnie chcesz kobito.
-Znów się nachlałeś, w wigilię! Wstydu ni masz!
-Ale czego ode mnie chceszz...

Lekko chwiejnie, azymut łóżko. Nieźle. Kiedyś bywało gorzej, bywał i rów, i droga i posadzka w sieni.

Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa o nim? Ciemno, siedzimy przy stole w kuchni, babcia, mama, na stole kot z odkręcanym ogonem i słoń w kratkę. Znienawidziłam je potem, wyemigrowały na strych. Otwierają się drzwi.

-Piłeś!
-Nie, ja jestem tylko zmęczooony...
-Będziesz spał ze świniami w chlewie!

Jebs na podłogę. Tak leżał kilka godzin, żeby dojść do łazienki trzeba było go omijać.

A teraz? Młode pokolenie.

-Znów jedziesz! Nie myśl, że nie wiem po co!
- Ale czego chcesz... Ja tylko do sklepu!
-Na stację ci przywiozą, K. k... albo ten rudy!
- Co ty p...

A potem gada jak nakręcony, potem śpi naście godzin, potem je. Jak zły towar to jeszcze nos zatkany.

Wszyscy tu w około piją. Wujek Teges nabrał Providentów i innych Żagli, teraz go komornik ściga. Długo go nie pościga, bo jego dni są policzone. Ciocia Basia chyba się na pogrzeb szykuje, bo nowe zęby zrobiła. Twarz mu sparaliżowało i jedną nogę. Niby teraz lepiej, ale nawet i jego tatuaże z Kaczorem Donaldem jakieś bledsze się zrobiły. Wujek Stasiu już nie koleboce się pracy pociągiem po 15, bo nie pracuje. Coś cienko przędą, lampek mniej na balkonie. Sąsiad dalej robi awantury cioci Dance, że go zdradza, bo prawo jazdy robi. Mówili jej: "Twój chłop to dobry, chociaż rzeczy z dumu nie wynosi". No tak, Anioł się zapił, nawet nie poczuł uderzenia samochodem, a Engel po spolonizowaniu ostatni słoik bigosu wynosił. Skąd on brał towarzystwo do picia w tej głuszy? Drugi Stanisław, niby wujek, niby sąsiad, a babcia kazała się nam do domu chować jak szedł z jarmarku, to po pijaku przepisał gospodarstwo za dożywocie jednym Trampkom co w kunia jeżdżą jeszcze. Ale obejście oporządzili, porzundek jest chocia. A un ma jak pączek w maśle. Jego dzieci trochę gorzej. Córka zdążyła działkę dostać wcześni, to chocia się buduje. Trzy metry od obcych ludzi, co mieszkają w jej domu, w tym, w którym się wychowała. Staru chałupe rozebrali. Dobrze, bo się bałam, jak byłam mała przechodzić koło tej pustej, drewnianej. Kasztanów Stanisław i ciocia Kordzia pozwolili kiedyś nazbierać. Zarobiłam wtedy ja i kolega po 5 zł, bo trochę przeschły. Co to był za majątek...



I jak ja?
Nieogar i tyle.

piątek, 21 grudnia 2012

Pradziadek

12.10.2010

"Chyba świat się trochę odwrócił. Mój pradziadek prawie 100 lat temu był mniej więcej w moim wieku, był już człowiekiem światowym. Zwiedził dokładnie Bawarię, gdzie pracował u gospodarza, potem wylądował za Uralem, gdzie leczył się z ran odniesionych w I wojnie. Do byłych (bo już zjednoczonych) Prus jeździł latem do pracy. Ja, jak na razie poza dwudziestominutowym pobytem na Słowacji i tygodniem w Bawarii (cóż, za ironia), najczęściej nie wyściubiam nosa poza własny powiat. Wyjazd do Warszawy to jak ekspedycja za granicę. Mój pradziadek nie bardzo potrafił pisać, za to kochał czytać. Moim zadaniem przez najbliższy semestr będzie głównie pisanie, bo w końcu "archiwista akt nie czyta"."

Po dwóch latach powiem tyle:

Jebane bociany!

wtorek, 11 grudnia 2012

Uffki

Uffki to pierwsze stworzonka, które Nieogar wymyślił na 37-osobowym laboratorium z Innowacyjnych metod spania i ziewania na zajęciach lub czymś innym, równie pasjonującym. Nieogar się nie ogarniał, a tworki się tworzyły.

UFFKI - Fidelis Vulgaris

Uffki żyły kiedyś między ludźmi, niestety, dziś to gatunek niemal wymarły. Gdy się rodzą są ślicznymi małymi puchatymi kulkami o gigantycznych oczach i małym ogonku. Jedyne co mówią to "uff uff". Charakteryzuje je bezgraniczne zaufanie względem każdej napotkanej osoby i przeogromna łatwowierność. W miarę upływu swojego istnienia ich futerko staje się szarawe, brudne, oczka sinieją, a wszędzie pojawiają się plasterki z Kubusiem Puchatkiem na rankach, których Uffki nabywają w kontaktach ze swoim największym drapieżnikiem a czasem pasożytem - Homo sapiens.
Praktycznie 100% populacji Uffków zginęło w ramach słynnego walentynkowego ataku terrorystów z 2007 roku, którzy poprosili Uffki o rozniesienie pudełek czekoladek w kształcie serduszek pod wskazane adresy. W pudełkach, niestety, kryły się bomby z zegarowym zapłonem.
Jeśli kiedykolwiek na swojej drodze napotkacie Uffka - proszę - udajcie, że go nie widzicie i pójdźcie swoją drogą. Człowiek to dla nich "Nicdobrego".