niedziela, 31 marca 2013

Moje małe czarne rozpacze

-Tata! Tata! Opa!

Nic. To się szkrabię na kolana, jak mogę. Nie da rady. Wściekam się, bo przecież płakać nie będę. Z tej wściekłości podarłam ojcu koszulkę. I tak była brzydka. Ale wtedy wciry dostałam. Prawie takie jak wtedy, kiedy się nie chciałam modlić.

- Mama! Mama! Zobacz!
- No dobra. Gary nie umyte! Przebiroj się i do roboty.

Tu mogło następować cokolwiek. Mogła być piątka z polskiego, szóstka z plastyki, dyplom taki siaki, albo w końcu wykuta na blachę tabliczka mnożenia.

Dzieci nie służą do kochania. Dzieci służą.

-Kowal ma cęgi, żeby się nie parzył.

...

-Jak wyglundasz! Zdymnij te klumpy.
-Bordowy to jest ładny kolor, granatowy, o!
-Cużeś na siebie założyła. Co za chomunto!
-Wyglundasz jak dziwka.

A to już teksty Helusi. Babcia była kochana, ale miała wiecznie 15 lat i chorą mamę, która chociaż zmarła w latach 50. XX wieku, nie pozwalała córce wychodzić za mąż i do ludzi. Babcia kochała po swojemu. To możesz, tego nie możesz. Masz wyglądać i się prezentować.

...

-Słyszałam od Twojej mamy. Dumna jest. No, gratuluję.
-Co? Mama?
-No tak, słyszałam, jak opowiadała. Tata też.
-Dobrze wiedzieć...

Przypadkowe rozmowy na przystanku PKSu w Czernikowie rządzą. Swoją drogą to magiczne miejsce, tam się jakieś żyły wodne muszą krzyżować, albo inne kanały mocy.
Dobrze wiedzieć. Tylko te małe czarne rozpacze, czarne dziury, niedobory wartości. Notoryczna potrzeba przeglądania się w cudzych oczach. I dobrze właściwie. Dobrzyńskie dzieci tak mają. Nie bez przyczyny jeden pan tak bardzo chciał się dowartościować, że przez płot skakał i Matkę Boską w klapie nosił. I dlatego właśnie żywię do niego taką sympatię.

After all, love is shareware.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.