1. Że dominacja mężczyzn w nauce jest przytłaczająca.
2. Że "Die Deutschen sind doch dumm". Przynajmniej mężczyźni. Ich arogancja połączona z głupotą zdumiewa mnie coraz bardziej. Co jest trudnego w odnotowaniu, że rozumiem niemiecki, skoro śmiałam się z kolegi niemieckich dowcipów? No ale gwiazdor nie odnotował. Zbyt skupiony na sobie był. Skoro innemu tłumaczę, że czytałam te same teczki w archiwum w BERLINIE co on - to chyba jego język znam, prawda? Prawda? No, ale panowie Niemcy albo szarych komórek nie mają, albo taktu. Z zapałem szczeniaka zaczęli śmiać się z Polaków, gastarbeiterów i jazdy starymi klekotami (jakbyśmy to lubili, serio), chociaż mogłam ich usłyszeć i słyszałam DOSKONALE. Pozdrawiam panów serdecznie.
3. Że fikcja literacka jest uprawiana nawet na naj-naj-najwyższym szczeblu. Gdy dowiedziałam się, jak byli zapraszani naukowcy na ową konferencję włos na głowie mi się zjeżył. Cieszę się, że organizatorzy mieli więcej szczęścia niż rozumu i faktycznie przyjechali bardzo zainteresowani i w temacie odjąć plus minus 10-20%.
4. Że Nida to kawałek raju na ziemi. Ziemia i ziemianie średnio zasługują żeby taki kawałek raju posiadać.
5. Że na całym wybrzeżu tej częsci Bałtyku panują podobne zwyczaje kulinarne, albo zmowa jakaś :P Ile można jeść kartoflankę, rybę z obleśnym sosem szpinakowym, ryżem z kaparami (niecierpię) i warzywami? Dobrze, że konferencja nie trwała tydzień, bo utknęłabym w żywieniowym kole w wersji kaliningradzkiej - tam była ciągle wątróbka i ziemniaki z proszku.
6. Że starzy znajomi są najcenniejsi i trzeba o nich dbać.
7. Że nie mogę doczekać się powrotu do domu.