- Nie pogodziła się z nami nawet na łożu śmierci...
- Taka zawzięta, dlaczego?
- No właśnie, dlaczego?
No właśnie, dlaczego? Stojąc podczas różańca w niezbyt, jak na wiejskie pogrzeby, zatłoczonej kaplicy, zadawałam sobie to pytanie. Dlaczego właściwie miałaby? W obliczu nieszczęścia, umierając coraz mniejsza wśród coraz większych jakby poduszek, dlaczego właśnie ona miała odczuwać chęć wybaczania? Chrześcijańskie pół-pogańskie wychowanie i mózg robiły mi psikusy w przykościelnej kaplicy. Uhh... mózgu przestań! Wujek w lodówce, a ty co.
Ale właściwie dlaczego? Próbowałam nakłonić ją w swojej wszystkowiedzącej pozie do pojednania, zamknięcia spraw, przygarnięcia Kopciuszka i zostania dobrą wróżką. A dlaczego właściwie miałaby tak? Uhh na łożu śmierci pokazać wszystkim, że JA jestem ważna. Nie wybaczyć, gdy można, nie zamknąć spraw, gdy mija ostatnia szansa, zrobić wszystkim na złość.
- Ale im powiedziałam – powiedziała z błyskiem w oku. Chude ramionka podniosły się do góry i zacisnęły w pięści. A właściwie tylko jedna powstała z tego pięść. Druga od upadku nie mogła się już do końca zacisnąć. Nie pomagało ściskanie gumowej piłeczki z niewyraźnymi zarysami kontynentów.
Ściskała świat przed śmiercią.
...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.