Tupot małych stópek. Lekarstwa na kaca brak. W głowie tylko szalone Balam Pichkari. A potem... Dhadak dhadak...
Kiedyś się skurczę tak, że zmieszczę się do małego plecaka. Pozbędę się bagażu niepotrzebnych wspomnień i przeżytych krzywd. Kiedy będę gotowa wszystko przyjąć i wszystko porzucić, dokonam takiego wyboru, że wszystkim w pięty pójdzie. I zniknę jak spadająca gwiazda. A może wybuchnę? Supernowa będzie przy tym pikusiem. Takim Panem Pikusiem z Avivy. Wodzenie kota za nos. Apsik!
Apsik swoją drogą tez ładny. Abhishek znaczy. Bocian ładny. Bachhan srogi.
środa, 14 sierpnia 2013
wtorek, 9 lipca 2013
sobota, 6 lipca 2013
niedziela, 9 czerwca 2013
I've lost my voice
Cieszę się każdą rzeczą, którą wiem, że na pewno lubię. Lepiej nigdy o liście rzeczy lubianych nie zapominać, bo można stracić swój głos. Dość dobrze jest też wiedzieć, czego/kogo się nie lubi. Nie jest to lista obowiązkowa, bo za częścią nielubianych spraw stoją uprzedzenia i strachy. Z jednym i drugim trzeba walczyć.
Na pewno nie lubię cyganów grających pod blokami na akordeonach. Bo najczęściej nie umieją grać.
Lubię się zmęczyć porządnie :)
Na pewno nie lubię cyganów grających pod blokami na akordeonach. Bo najczęściej nie umieją grać.
Lubię się zmęczyć porządnie :)
środa, 15 maja 2013
Piłeczka
- Nie pogodziła się z nami nawet na łożu śmierci...
- Taka zawzięta, dlaczego?
- No właśnie, dlaczego?
No właśnie, dlaczego? Stojąc podczas różańca w niezbyt, jak na wiejskie pogrzeby, zatłoczonej kaplicy, zadawałam sobie to pytanie. Dlaczego właściwie miałaby? W obliczu nieszczęścia, umierając coraz mniejsza wśród coraz większych jakby poduszek, dlaczego właśnie ona miała odczuwać chęć wybaczania? Chrześcijańskie pół-pogańskie wychowanie i mózg robiły mi psikusy w przykościelnej kaplicy. Uhh... mózgu przestań! Wujek w lodówce, a ty co.
Ale właściwie dlaczego? Próbowałam nakłonić ją w swojej wszystkowiedzącej pozie do pojednania, zamknięcia spraw, przygarnięcia Kopciuszka i zostania dobrą wróżką. A dlaczego właściwie miałaby tak? Uhh na łożu śmierci pokazać wszystkim, że JA jestem ważna. Nie wybaczyć, gdy można, nie zamknąć spraw, gdy mija ostatnia szansa, zrobić wszystkim na złość.
- Ale im powiedziałam – powiedziała z błyskiem w oku. Chude ramionka podniosły się do góry i zacisnęły w pięści. A właściwie tylko jedna powstała z tego pięść. Druga od upadku nie mogła się już do końca zacisnąć. Nie pomagało ściskanie gumowej piłeczki z niewyraźnymi zarysami kontynentów.
Ściskała świat przed śmiercią.
...
- Taka zawzięta, dlaczego?
- No właśnie, dlaczego?
No właśnie, dlaczego? Stojąc podczas różańca w niezbyt, jak na wiejskie pogrzeby, zatłoczonej kaplicy, zadawałam sobie to pytanie. Dlaczego właściwie miałaby? W obliczu nieszczęścia, umierając coraz mniejsza wśród coraz większych jakby poduszek, dlaczego właśnie ona miała odczuwać chęć wybaczania? Chrześcijańskie pół-pogańskie wychowanie i mózg robiły mi psikusy w przykościelnej kaplicy. Uhh... mózgu przestań! Wujek w lodówce, a ty co.
Ale właściwie dlaczego? Próbowałam nakłonić ją w swojej wszystkowiedzącej pozie do pojednania, zamknięcia spraw, przygarnięcia Kopciuszka i zostania dobrą wróżką. A dlaczego właściwie miałaby tak? Uhh na łożu śmierci pokazać wszystkim, że JA jestem ważna. Nie wybaczyć, gdy można, nie zamknąć spraw, gdy mija ostatnia szansa, zrobić wszystkim na złość.
- Ale im powiedziałam – powiedziała z błyskiem w oku. Chude ramionka podniosły się do góry i zacisnęły w pięści. A właściwie tylko jedna powstała z tego pięść. Druga od upadku nie mogła się już do końca zacisnąć. Nie pomagało ściskanie gumowej piłeczki z niewyraźnymi zarysami kontynentów.
Ściskała świat przed śmiercią.
...
wtorek, 14 maja 2013
Wojownik światła rzyga tęczą
Wojownikiem światła kurwa zostanę. Jak ten starszy pan.
Od buntu do rozpaczy. Od rozpaczy do buntu. Od euforii do
smutku. I nazad.
Dajcie mi być samolubną. Dajcie mi nie być odważną chociaż
trochę. Dajcie mi zadbać o siebie, zakleić rany plasterkiem, pogłaskać się
samemu po głowie.
Ale nie, dzielna muszę być. Walczyć ze strachami.
Nakurwiać salta i robić z siebie Wonderwoman. Dobrze, będę.
niedziela, 21 kwietnia 2013
Zabierzcie mnie stąd!
Dawno się z Tobą nie widziałam, wiem, przepraszam. Dużo czasu tu mam, wiesz? Nie ma do kogo mordy otworzyć, a jak już to w obcym języku. Jestem skazana na Twoje towarzystwo, co mi właściwie średnio odpowiada. Zawsze jednak wytkniesz mi wszystkie moje błędy, przypomnisz o każdej porażce i nie dasz zapomnieć. Okej, przynosisz mi też dużo fajnych wspomnień. Przez Ciebie mi się na wspominki zebrało. Jaki ładny był klasztor na Karczówce i jak to się piekło ciasto w środku nocy. Czasem przypominasz mi o zapachu babcinej drożdżówki. Babcia nie lubiła pralek, nie mogła się do nich przyzwyczaić i ciągle swoje rzeczy w ręku prała. Wszędzie misek nastawiane. A ile razy się o nie potknęłam... A pamiętasz jak razem z bratem "piekliśmy" babki z piasku, tyle że z prawdziwymi jajkami znalezionymi w tej szczelinie między garażem a szajerkiem? Szajerka już nie ma, a kury jakieś posłuszne, niosą się tylko w kurniku.
Uciekałam przed Tobą jak najdalej się da, zapychając kalendarz od rana do wieczora, żeby tylko nie mieć czasu na spotkanie. No i patrz, trafiło się nam spotkać w obcym mieście, ile to już lat będzie? Pewnie ze trzy, jak nie więcej.
Ale byś już sobie mogła iść, Aniu. Ja wcale nie chcę Cię lepiej poznawać...
Uciekałam przed Tobą jak najdalej się da, zapychając kalendarz od rana do wieczora, żeby tylko nie mieć czasu na spotkanie. No i patrz, trafiło się nam spotkać w obcym mieście, ile to już lat będzie? Pewnie ze trzy, jak nie więcej.
Ale byś już sobie mogła iść, Aniu. Ja wcale nie chcę Cię lepiej poznawać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
