Zazwyczaj, jak na Ciebie patrzę, to ciśnie mi się bardzo brzydkie słowo na usta. I tak sobie marzę, że jakby tak Cię kopnąć w zad, zdzielić w zdziwione ślepia i wsadzić morderczy palec pod żebro, to by dopiero było pięknie. Nie mówię nic. No prawie nic, czasem tylko:
"Oczywiście, nie ma problemu."
"Już lecę."
Jednak strategie przetrwania w mule przez zimę znam jak rasowa ryba. Zimna ryba. Chociaż cmentarz wygląda jak Góry Izerskie i zniknął krzyż z sercem.
środa, 21 listopada 2012
czwartek, 4 października 2012
Pranie
"-Kolor?
-Szarawy popielat.
-Dalej.
-Pierzynka (...)
-Dalej.
-Koszule bez prania.
-To te, nie. Innych nie mamy?
-Całych nie.
-A jakie?
-Półkoszulki. Dwie. Ale trzy ramiączka.
-Drobiazg. Co jeszcze?
-(...) Skarpetka.
-Pojedyncza?
-Tak.
-Pokaż! Czyś ty zwariował? Ty wiesz co to za skarpetka? Tam są wszystkie nasze oszczędności!
-Wybacz zapomniałem.(...) A co to są?
-Papiery bezwartościowe.
-Zupełnie?
-No niezupełnie. Można nimi, na ten przykład, drzwi uszczelnić. Włóż z powrotem. (...)
-Co tak rozrabiasz?
-Farbę!"
A na koniec: "CHRZĄSZCZ TO BRZMI DUMNIE"
Dialogi na cztery nogi. Strona pewnie 65 albo i szósta, ale ciężko stwierdzić, bo do góry nogami :P Mogło być i 99. Czy dziecko lat ośmiu czytając taką literaturę, może na starość wyrosnąć na człeka zdrowego na rozumie? Otóż nie. Okazało się, że jak dorosłam, to zostałam krasnoludkiem. Co za niefart.
Rzeczywistość powiada:
"-Rzuć te cmentarze! Powiedziałem skończ!
- One żyć mi dają!
-Grrrrr nie mogłabyś być taka...
- No jaka?
- Jak wszyscy? Normalna! Miałabyś dzieciaka to byś znormalniała."
A potem się mówi, że dzieci rodzą dzieci... ;-)
piątek, 7 września 2012
środa, 5 września 2012
TVN Trwam
...
-Te faaa enn.
-Tee fał en.
- Nie babcia. Teee Faaał En.
- Tefaen.
- Babcia, fał, przecież mówię wyraźnie.
- Ja też.
Tak ciężko było babcię namówić do nauczenia wymawiania nazwy stacji, którą teraz uroczo skumulowano w TVN Trwam. A Polsat sprzedają. Podobno. Z Radia Maryja to się śmiała. W sanatorium w Ciechocinku kupiła sobie takie radyjko na bateryjki z głośniczkiem i słuchała wieczorami. Mówiła, że dla relaksu.
-Jakie głupie baby tam dzwoniu. Czego nie opowiadaju. Świat nie opowi.
Ciocia też miała takie radyjko, ale przy burzy jej wybuchło w tym Ciechocinku. Mówiła, że mało zawału nie dostała i nitrogliceryna pod język.
- Po tym Ciechocinku to latasz babcia jak perszing.
- Ano jakoś lepiej się czuję. Zabiegi mam. Śniadania takie dają i szynka i masło na osobnym talerzyku. I z ciotką tylko na pokazy chodzimy, ale to takie głupoty.
...
-Te faaa enn.
-Tee fał en.
- Nie babcia. Teee Faaał En.
- Tefaen.
- Babcia, fał, przecież mówię wyraźnie.
- Ja też.
Tak ciężko było babcię namówić do nauczenia wymawiania nazwy stacji, którą teraz uroczo skumulowano w TVN Trwam. A Polsat sprzedają. Podobno. Z Radia Maryja to się śmiała. W sanatorium w Ciechocinku kupiła sobie takie radyjko na bateryjki z głośniczkiem i słuchała wieczorami. Mówiła, że dla relaksu.
-Jakie głupie baby tam dzwoniu. Czego nie opowiadaju. Świat nie opowi.
Ciocia też miała takie radyjko, ale przy burzy jej wybuchło w tym Ciechocinku. Mówiła, że mało zawału nie dostała i nitrogliceryna pod język.
- Po tym Ciechocinku to latasz babcia jak perszing.
- Ano jakoś lepiej się czuję. Zabiegi mam. Śniadania takie dają i szynka i masło na osobnym talerzyku. I z ciotką tylko na pokazy chodzimy, ale to takie głupoty.
...
wtorek, 4 września 2012
Dialog w jedną? stronę
- Leż babcia tu, kwiatków pilnuj. Ja lecę, cześć.
- Dziadek, zrób tak, żeby się nie gniewał, prosze.
- Dziadek, załatw, żeby mi sesja poszła.
- Żebym tak punktów nie dostała w tym roku.
- Babcia, ale sobie nie upilnowałaś, wszystko rozpieprzone, pacz ile liści. Jak sie starasz. Widziałaś, zabrali Jułkowską, już nie ma bajzlu koło dziadka.
Dziadek...
Dziadek załatwi, ma wtyki w niebie. Takich dobrych mężczyzn już nie ma. Nie pił, trochę palił w takiej śmiesznej fifce, potem płuca wypluł. Urwały mu się, bo były jak piąstki dziecka, takie małe. Telewizję edukacyjną nam puszczał i bawił się z nami w strzelanie do Niemców. Jeden paznokieć miał dłuższy, żeby mu się lepiej czytało baśnie Grimmów. Pamiętam, jak mama je nam przyniosła. Chyba czuła się winna, że do pracy wróciła. Ciemno już było jak wyciągała je z torebki.
-Dziadek, ale tak tu nie pisze.
-No jak nie? Zaraz, a skąd wiesz?
Tym paznokciem od czytania zawsze wciskał pierwszy kanał na pilocie. Stary Elemis gdzieś wędruje po Mokrym Przedmieściu. Pilot został w domu i do dziś ma pionowy ślad po paznokciu dziadkowym. Tyle z dziadka zostało. Pionowa kreska na pilocie.
...
- Dziadek, zrób tak, żeby się nie gniewał, prosze.
- Dziadek, załatw, żeby mi sesja poszła.
- Żebym tak punktów nie dostała w tym roku.
- Babcia, ale sobie nie upilnowałaś, wszystko rozpieprzone, pacz ile liści. Jak sie starasz. Widziałaś, zabrali Jułkowską, już nie ma bajzlu koło dziadka.
Dziadek...
Dziadek załatwi, ma wtyki w niebie. Takich dobrych mężczyzn już nie ma. Nie pił, trochę palił w takiej śmiesznej fifce, potem płuca wypluł. Urwały mu się, bo były jak piąstki dziecka, takie małe. Telewizję edukacyjną nam puszczał i bawił się z nami w strzelanie do Niemców. Jeden paznokieć miał dłuższy, żeby mu się lepiej czytało baśnie Grimmów. Pamiętam, jak mama je nam przyniosła. Chyba czuła się winna, że do pracy wróciła. Ciemno już było jak wyciągała je z torebki.
-Dziadek, ale tak tu nie pisze.
-No jak nie? Zaraz, a skąd wiesz?
Tym paznokciem od czytania zawsze wciskał pierwszy kanał na pilocie. Stary Elemis gdzieś wędruje po Mokrym Przedmieściu. Pilot został w domu i do dziś ma pionowy ślad po paznokciu dziadkowym. Tyle z dziadka zostało. Pionowa kreska na pilocie.
...
poniedziałek, 3 września 2012
...
...
-Ale se landarów nastawiali. A jak to myć? Pacz jeno, Karkosiczka sobie już drugu pieczare postawiła za życia.
- Babciaaaaaaaaa. Grrr...
A teraz sama jak ciemniak w mundurku truptam wte i wewte. Jeszcze tu, a jeszcze tam. Ciekawe czy nagrobek wymienili. Wymienili! O sk... ciekawe co zrobili z tym starym. Kradzionym. O cześć ciociu! Mama zobacz, kto tam stoi!
-Gdzie, co się drzesz na cmentarzu? Aaaaa Bożenka!
- No i co miałaś wpaść do mnie... Widziałam Cię w Polo Markecie, nic do mnie nie zajrzałaś.
- Ano nie mam czasu.
- Wuj Gabryś podobno chory.
- Ano...
...
-Ale se landarów nastawiali. A jak to myć? Pacz jeno, Karkosiczka sobie już drugu pieczare postawiła za życia.
- Babciaaaaaaaaa. Grrr...
A teraz sama jak ciemniak w mundurku truptam wte i wewte. Jeszcze tu, a jeszcze tam. Ciekawe czy nagrobek wymienili. Wymienili! O sk... ciekawe co zrobili z tym starym. Kradzionym. O cześć ciociu! Mama zobacz, kto tam stoi!
-Gdzie, co się drzesz na cmentarzu? Aaaaa Bożenka!
- No i co miałaś wpaść do mnie... Widziałam Cię w Polo Markecie, nic do mnie nie zajrzałaś.
- Ano nie mam czasu.
- Wuj Gabryś podobno chory.
- Ano...
...
Na cmentarzu nie ma wrogów
...
Na cmentarzu nie ma wrogów. Nie wśród zmarłych przynajmniej. Może czasem głupio stać na mrozie czy w deszczu na Wszystkich Świętych koło znienawidzonego byłego wychowawcy. Mmożna i łypnąć na niego morderczym wzrokiem. Można.
Na cmentarzu nie ma wrogów. Chodzi się powoli od alejki do alejki, swoją trasą, dobrze znaną, wlekąc za sobą naburmuszone wnuczę.
- Babciaaaaa, miałyśmy wrócić po drugiej. Jesteśmy tu już 3 godziny.
- Jeszcze pódziem do ciotki Miazgowej, potem pójdziem do domu.
- Ale skrótem?
- No dobra, pódziem tamtu bramku, ale wpierw na grób ciotki Geni. Zajrzym czy wszystko stoi.
Ciocia Genia żyła wówczas i miała się świetnie. Ale na cmentarzu każdy ma „swój” grób. Mówiła, że nie zdąży umrzeć, bo nie ma czasu. Jak tylko przysiadła na momencik na szpitalnym łóżku śmierć zrobiła jej „cap!”. I już nie było cioci Geni. Została wściekła kotka, którą od niej nadobyliśmy i jabłecznik wpisany w kajecie jako „Jabłecznik od cioci Geni”. Był też i sernik z mlekiem, ale tylko jej wychodził taki puszysty. Kotka potrafiła chodzić pionowo po ścianach – serio. Czasem atakowała z wewnątrz gigantycznego świerka, który mamy w ogródku.
- Babciaaaaaaa, chodźmy.
- Jeszcze pódziem zobaczyć gdzie Kowalskiego chowają.
...
Na cmentarzu nie ma wrogów. Nie wśród zmarłych przynajmniej. Może czasem głupio stać na mrozie czy w deszczu na Wszystkich Świętych koło znienawidzonego byłego wychowawcy. Mmożna i łypnąć na niego morderczym wzrokiem. Można.
Na cmentarzu nie ma wrogów. Chodzi się powoli od alejki do alejki, swoją trasą, dobrze znaną, wlekąc za sobą naburmuszone wnuczę.
- Babciaaaaa, miałyśmy wrócić po drugiej. Jesteśmy tu już 3 godziny.
- Jeszcze pódziem do ciotki Miazgowej, potem pójdziem do domu.
- Ale skrótem?
- No dobra, pódziem tamtu bramku, ale wpierw na grób ciotki Geni. Zajrzym czy wszystko stoi.
Ciocia Genia żyła wówczas i miała się świetnie. Ale na cmentarzu każdy ma „swój” grób. Mówiła, że nie zdąży umrzeć, bo nie ma czasu. Jak tylko przysiadła na momencik na szpitalnym łóżku śmierć zrobiła jej „cap!”. I już nie było cioci Geni. Została wściekła kotka, którą od niej nadobyliśmy i jabłecznik wpisany w kajecie jako „Jabłecznik od cioci Geni”. Był też i sernik z mlekiem, ale tylko jej wychodził taki puszysty. Kotka potrafiła chodzić pionowo po ścianach – serio. Czasem atakowała z wewnątrz gigantycznego świerka, który mamy w ogródku.
- Babciaaaaaaa, chodźmy.
- Jeszcze pódziem zobaczyć gdzie Kowalskiego chowają.
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)