piątek, 7 września 2012

środa, 5 września 2012

TVN Trwam

...

-Te faaa enn.
-Tee fał en.
- Nie babcia. Teee Faaał En.
- Tefaen.
- Babcia, fał, przecież mówię wyraźnie.
- Ja też.

Tak ciężko było babcię namówić do nauczenia wymawiania nazwy stacji, którą teraz uroczo skumulowano w TVN Trwam. A Polsat sprzedają. Podobno. Z Radia Maryja to się śmiała. W sanatorium w Ciechocinku kupiła sobie takie radyjko na bateryjki z głośniczkiem i słuchała wieczorami. Mówiła, że dla relaksu.

-Jakie głupie baby tam dzwoniu. Czego nie opowiadaju. Świat nie opowi.

Ciocia też miała takie radyjko, ale przy burzy jej wybuchło w tym Ciechocinku. Mówiła, że mało zawału nie dostała i nitrogliceryna pod język.

- Po tym Ciechocinku to latasz babcia jak perszing.
- Ano jakoś lepiej się czuję. Zabiegi mam. Śniadania takie dają i szynka i masło na osobnym talerzyku. I z ciotką tylko na pokazy chodzimy, ale to takie głupoty.


...

wtorek, 4 września 2012

Dialog w jedną? stronę

- Leż babcia tu, kwiatków pilnuj. Ja lecę, cześć.
- Dziadek, zrób tak, żeby się nie gniewał, prosze.
- Dziadek, załatw, żeby mi sesja poszła.
- Żebym tak punktów nie dostała w tym roku.
- Babcia, ale sobie nie upilnowałaś, wszystko rozpieprzone, pacz ile liści. Jak sie starasz. Widziałaś, zabrali Jułkowską, już nie ma bajzlu koło dziadka.

Dziadek...

Dziadek załatwi, ma wtyki w niebie. Takich dobrych mężczyzn już nie ma. Nie pił, trochę palił w takiej śmiesznej fifce, potem płuca wypluł. Urwały mu się, bo były jak piąstki dziecka, takie małe. Telewizję edukacyjną nam puszczał i bawił się z nami w strzelanie do Niemców. Jeden paznokieć miał dłuższy, żeby mu się lepiej czytało baśnie Grimmów. Pamiętam, jak mama je nam przyniosła. Chyba czuła się winna, że do pracy wróciła. Ciemno już było jak wyciągała je z torebki.

-Dziadek, ale tak tu nie pisze.
-No jak nie? Zaraz, a skąd wiesz?

Tym paznokciem od czytania zawsze wciskał pierwszy kanał na pilocie. Stary Elemis gdzieś wędruje po Mokrym Przedmieściu. Pilot został w domu i do dziś ma pionowy ślad po paznokciu dziadkowym. Tyle z dziadka zostało. Pionowa kreska na pilocie.

...

poniedziałek, 3 września 2012

...

...

-Ale se landarów nastawiali. A jak to myć? Pacz jeno, Karkosiczka sobie już drugu pieczare postawiła za życia.
- Babciaaaaaaaaa. Grrr...

A teraz sama jak ciemniak w mundurku truptam wte i wewte. Jeszcze tu, a jeszcze tam. Ciekawe czy nagrobek wymienili. Wymienili! O sk... ciekawe co zrobili z tym starym. Kradzionym. O cześć ciociu! Mama zobacz, kto tam stoi!

-Gdzie, co się drzesz na cmentarzu? Aaaaa Bożenka!
- No i co miałaś wpaść do mnie... Widziałam Cię w Polo Markecie, nic do mnie nie zajrzałaś.
- Ano nie mam czasu.
- Wuj Gabryś podobno chory.
- Ano...
...

Na cmentarzu nie ma wrogów

...

Na cmentarzu nie ma wrogów. Nie wśród zmarłych przynajmniej. Może czasem głupio stać na mrozie czy w deszczu na Wszystkich Świętych koło znienawidzonego byłego wychowawcy. Mmożna i łypnąć na niego morderczym wzrokiem. Można.

Na cmentarzu nie ma wrogów. Chodzi się powoli od alejki do alejki, swoją trasą, dobrze znaną, wlekąc za sobą naburmuszone wnuczę.

- Babciaaaaa, miałyśmy wrócić po drugiej. Jesteśmy tu już 3 godziny.
- Jeszcze pódziem do ciotki Miazgowej, potem pójdziem do domu.
- Ale skrótem?
- No dobra, pódziem tamtu bramku, ale wpierw na grób ciotki Geni. Zajrzym czy wszystko stoi.

Ciocia Genia żyła wówczas i miała się świetnie. Ale na cmentarzu każdy ma „swój” grób. Mówiła, że nie zdąży umrzeć, bo nie ma czasu. Jak tylko przysiadła na momencik na szpitalnym łóżku śmierć zrobiła jej „cap!”. I już nie było cioci Geni. Została wściekła kotka, którą od niej nadobyliśmy i jabłecznik wpisany w kajecie jako „Jabłecznik od cioci Geni”. Był też i sernik z mlekiem, ale tylko jej wychodził taki puszysty. Kotka potrafiła chodzić pionowo po ścianach – serio. Czasem atakowała z wewnątrz gigantycznego świerka, który mamy w ogródku.

- Babciaaaaaaa, chodźmy.
- Jeszcze pódziem zobaczyć gdzie Kowalskiego chowają.

...

niedziela, 2 września 2012

Ano

...

-Patrz co tu nastawiali, jakie kwiaty. Nie lubię. Fe.

Ususzona śliwka w beżowym toczku na głowie z pokornym mężem-śliwkiem w kaszkiecie. Para z piekła rodem i nędznym rodowodem. Bo porządne rodziny odwiedzają groby. Wymieniają nowe pomniki, kostką okładają, pryskają randapem, czasem solą podsypią. A ci – raz do roku we Wszystkich Świętych wpadali na grób Marianny zmarłej w pięćdziesiątym szóstym czy czwartym i zostawiali. Plastikowe znicze i chryzantemę bez podstawka. Bez podstawka! Zobacz jeno.

Kwiatki dołożone przez ofiarne głupie ręce zostały zrzucone, znicze zepchnięte.

Postawiła. Swoje dwa. Podstawki tylko odwrotnie ustawiła i wyszły jej takie „miseczki”. Co za babsztyl... Lata pracy. Od hm... 10 lat chyba. Szorowanie, odchwaszczanie, zniczy stawianie. Nawet literki po znajomości poprawiła. Ta... no, Kowalszczanka. Wdzięczność ludzka.

Ale bym jej dogadała. Gdyby nie spóźniony refleks. Ale bym jej powiedziała.

-Jak Pani się nie podoba proszę samemu grób obrabiać.
-Pani ja tu lata sprzątam, jeszcze Pani nie widziałam, czego chce od mojego grobu?
- Bez podstawka Pani stawia! Co za porządki. Chce Pani, żeby zamarzająca woda rozsadziła to lastryko od środka?
- Proszę zabrać stąd ten grób albo co. Bo proboszczowi zgłoszę i zlikwiduje! Ekshumację, a nie śmietnik pod nosem trzymać.

No ale nic nie rzekłam. Jak w serialu – takie kółko metalowe – to je sobie wsadź na głowę!

....