niedziela, 2 września 2012

Ano

...

-Patrz co tu nastawiali, jakie kwiaty. Nie lubię. Fe.

Ususzona śliwka w beżowym toczku na głowie z pokornym mężem-śliwkiem w kaszkiecie. Para z piekła rodem i nędznym rodowodem. Bo porządne rodziny odwiedzają groby. Wymieniają nowe pomniki, kostką okładają, pryskają randapem, czasem solą podsypią. A ci – raz do roku we Wszystkich Świętych wpadali na grób Marianny zmarłej w pięćdziesiątym szóstym czy czwartym i zostawiali. Plastikowe znicze i chryzantemę bez podstawka. Bez podstawka! Zobacz jeno.

Kwiatki dołożone przez ofiarne głupie ręce zostały zrzucone, znicze zepchnięte.

Postawiła. Swoje dwa. Podstawki tylko odwrotnie ustawiła i wyszły jej takie „miseczki”. Co za babsztyl... Lata pracy. Od hm... 10 lat chyba. Szorowanie, odchwaszczanie, zniczy stawianie. Nawet literki po znajomości poprawiła. Ta... no, Kowalszczanka. Wdzięczność ludzka.

Ale bym jej dogadała. Gdyby nie spóźniony refleks. Ale bym jej powiedziała.

-Jak Pani się nie podoba proszę samemu grób obrabiać.
-Pani ja tu lata sprzątam, jeszcze Pani nie widziałam, czego chce od mojego grobu?
- Bez podstawka Pani stawia! Co za porządki. Chce Pani, żeby zamarzająca woda rozsadziła to lastryko od środka?
- Proszę zabrać stąd ten grób albo co. Bo proboszczowi zgłoszę i zlikwiduje! Ekshumację, a nie śmietnik pod nosem trzymać.

No ale nic nie rzekłam. Jak w serialu – takie kółko metalowe – to je sobie wsadź na głowę!

....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.