wtorek, 14 maja 2013

Wojownik światła rzyga tęczą

Wojownikiem światła kurwa zostanę. Jak ten starszy pan.

Od buntu do rozpaczy. Od rozpaczy do buntu. Od euforii do smutku. I nazad.

Dajcie mi być samolubną. Dajcie mi nie być odważną chociaż trochę. Dajcie mi zadbać o siebie, zakleić rany plasterkiem, pogłaskać się samemu po głowie.

Ale nie, dzielna muszę być. Walczyć ze strachami. Nakurwiać salta i robić z siebie Wonderwoman. Dobrze, będę. 
 




niedziela, 21 kwietnia 2013

Zabierzcie mnie stąd!

Dawno się z Tobą nie widziałam, wiem, przepraszam. Dużo czasu tu mam, wiesz? Nie ma do kogo mordy otworzyć, a jak już to w obcym języku. Jestem skazana na Twoje towarzystwo, co mi właściwie średnio odpowiada. Zawsze jednak wytkniesz mi wszystkie moje błędy, przypomnisz o każdej porażce i nie dasz zapomnieć. Okej, przynosisz mi też dużo fajnych wspomnień. Przez Ciebie mi się na wspominki zebrało. Jaki ładny był klasztor na Karczówce i jak to się piekło ciasto w środku nocy. Czasem przypominasz mi o zapachu babcinej drożdżówki. Babcia nie lubiła pralek, nie mogła się do nich przyzwyczaić i ciągle swoje rzeczy w ręku prała. Wszędzie misek nastawiane. A ile razy się o nie potknęłam... A pamiętasz jak razem z bratem "piekliśmy" babki z piasku, tyle że z prawdziwymi jajkami znalezionymi w tej szczelinie między garażem a szajerkiem? Szajerka już nie ma, a kury jakieś posłuszne, niosą się tylko w kurniku.

Uciekałam przed Tobą jak najdalej się da, zapychając kalendarz od rana do wieczora, żeby tylko nie mieć czasu na spotkanie. No i patrz, trafiło się nam spotkać w obcym mieście, ile to już lat będzie? Pewnie ze trzy, jak nie więcej.

Ale byś już sobie mogła iść, Aniu. Ja wcale nie chcę Cię lepiej poznawać...

niedziela, 31 marca 2013

Moje małe czarne rozpacze

-Tata! Tata! Opa!

Nic. To się szkrabię na kolana, jak mogę. Nie da rady. Wściekam się, bo przecież płakać nie będę. Z tej wściekłości podarłam ojcu koszulkę. I tak była brzydka. Ale wtedy wciry dostałam. Prawie takie jak wtedy, kiedy się nie chciałam modlić.

- Mama! Mama! Zobacz!
- No dobra. Gary nie umyte! Przebiroj się i do roboty.

Tu mogło następować cokolwiek. Mogła być piątka z polskiego, szóstka z plastyki, dyplom taki siaki, albo w końcu wykuta na blachę tabliczka mnożenia.

Dzieci nie służą do kochania. Dzieci służą.

-Kowal ma cęgi, żeby się nie parzył.

...

-Jak wyglundasz! Zdymnij te klumpy.
-Bordowy to jest ładny kolor, granatowy, o!
-Cużeś na siebie założyła. Co za chomunto!
-Wyglundasz jak dziwka.

A to już teksty Helusi. Babcia była kochana, ale miała wiecznie 15 lat i chorą mamę, która chociaż zmarła w latach 50. XX wieku, nie pozwalała córce wychodzić za mąż i do ludzi. Babcia kochała po swojemu. To możesz, tego nie możesz. Masz wyglądać i się prezentować.

...

-Słyszałam od Twojej mamy. Dumna jest. No, gratuluję.
-Co? Mama?
-No tak, słyszałam, jak opowiadała. Tata też.
-Dobrze wiedzieć...

Przypadkowe rozmowy na przystanku PKSu w Czernikowie rządzą. Swoją drogą to magiczne miejsce, tam się jakieś żyły wodne muszą krzyżować, albo inne kanały mocy.
Dobrze wiedzieć. Tylko te małe czarne rozpacze, czarne dziury, niedobory wartości. Notoryczna potrzeba przeglądania się w cudzych oczach. I dobrze właściwie. Dobrzyńskie dzieci tak mają. Nie bez przyczyny jeden pan tak bardzo chciał się dowartościować, że przez płot skakał i Matkę Boską w klapie nosił. I dlatego właśnie żywię do niego taką sympatię.

After all, love is shareware.


poniedziałek, 25 lutego 2013

Sny

Pierwszy raz śniło mi się, że ten pieprzony niemowlak, którego ktoś mi ciągle podrzuca, nie umiera.
Tym razem ożył!
Płakałam ze szczęścia przez sen.

sobota, 9 lutego 2013

Na trasie Czernikowo-Toruń, 31 sierpnia 2012.

Tak właściwie to po co ja to wszystko robię. Jaka wewnętrzna siła mnie do tego popycha? Jutro pogrzeb, a ja jadę z łopatami do pracy, potem do Ciechocinka, żeby pięć osób mogło sobie radośnie podziabać łopatami po cmentarzu. Wykopać cembrowinę, wyciągnąć ją.
Po co ja to robię
Przecież mogłabym zrobić to samo, taniej siedząc w domu, albo w archiwum pisząc artykuły.
Po co ja to robię?
O oo o jakiś świr. Ooo WPL, WPL WPL, co to było WPL. Co to było WPL? Płock! Osz ty chuju z Płocka.
Nie zwróciłam uwagi, kiedy minęłam Obrowo, wiesz?
Po co ja to robię?
W ten siny siny siny siny dzień. Tak smutny, że się bardziej nie da.
Jadę. Sama. Nikt na mnie nie czeka, ale oczekuje. Oczekuje, dużo oczekuje. Ale nie czeka.
Po co ja to robię? Przecież dadzą sobie radę beze mnie, prawda?
Przecież jest tysiąc innych, które mogłyby dowiedzieć się, czy działa, czy nie zadziała. Czy ten stary power mixer opięty jakąś fatalną wykładziną w kolorze niebieskim będzie miał jedno gniazdo czy dwa.
Po co ja to robię?
Przede mną jedzie jakiś chuj z Bydgoszczy wypakowany towarem na sprzedaż. Nie ma lusterka wstecznego. Ja wyglądam tak, jak on, prawie.
Pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Grabie.
Po co ja to robię?
Przecież mogłabym nie robić tego, prawda? Nikt by mi krzywdy nie zrobił, chyba? No dobrze, jedna umowa podpisana, ale to jedna. A reszta? takie umowy na piękne oczy. Oprócz kwitka z laurką nie dostanę za to nic.
Po co ja to robię?
Po co ja to robię?
Nikt na mnie nie czeka. I nikt nie chce pomóc, ale oczekuje. No nie, pomagają, ale w miarę możliwości. Napisać „Wspieram Was” w internecie, „świetna inicjatywa”. Mój wujek leży w kostnicy, tak zimny, że go nie dotknę, bo się go boję. Ale jadę. Mam pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Mam pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Mój wujek leży zimny w kostnicy.
Nie spotkałam się z nim przed śmiercią. Moja babcia przed śmiercią chciała pokazać, że ma to coś.
Jakiś chuj z Lipna próbuje mnie wyprzedzić. A jedź, daleko nie pojedziesz.
Dlaczego?
Przecież nie dla pieniędzy. Gdyby przeliczyć punkty procentowe, ułamki, to wyszłoby że więcej do tego dokładam, niż mam. O ile w ogóle ktoś mi przyjmuje te kwity. Przeciez tego nie wiem. Tylko wierzę w to, że tak jak jest napisane, że dwa punkty. Dwa punkty. Na osiemdziesiąt. Ile to jest dwa punkty z osiemdziesięciu?
Po co ja to robię?
Kolejny siedzi mi na ogonie i myśli, że przechytrzy los i światło czerwone w Dobrzejewicach.
Zaraz wszystkim zapalą się z tyłu takie ładne czerwone światełka. A mi powinno się zapalić takie czerwone światełko w głowie.
Po co ja to robię?
Może zacznę karierę literacką. Ach, to problem, że nie lubię pisać.
Dom dom dom gnicie praca dom gnicie gnicie gnicie cmentarz. To by się zgadzało, prawda? Ten marazm, który mnie ogarnia? I jestem tylko takim małym śmierdzącym trupkiem.
Po co ja to robię?
Po co ja to robię?
Czerwona lampka? Może powinam nauczyć się takich odruchów, żeby ta lampka się paliła.
Po co ja to robię?
Chyba trzeba to pytanie trzeba zadać Pani Marcie. Osiemdziesiąt cztery lata, cztery udary. Ale robi. Bo może. Tak, to jest dobra odpowiedź: robię, bo mogę. Bo nikt mi tego nie zabronił jeszcze, chociaż próbował. Prawda, tato?
Tato...?

sobota, 2 lutego 2013

Zaświadczenia

O niebyciu wielbłądem, o posiadaniu obywatelstwa, o numerze buta, o niekaralności, niezaraźliwości, ZUS ZUO, pardą ZUA, DRA, a może Drat? Ile można. Dwa do przodu, trzy do tyłu. I przez bramki trzeba przejść, ale trzy. Można niby furtką z tyłu wyjść, bez trzech bramek, ale wejść się nie da. Z przyjemnością, brak parafki na każdej stronie, archiwalne przyzwyczajenie paginacji kart.

I po co to wszystko?
Jutra przecież może wcale nie być.

O księdzu z kamiennym sercem piszą, że wybacza wszystkim i prosi o wybaczenie. Wszystko jasne jednak i oczywiste jak słońce, niewinna ofiara mediów. Nażreć się, napić, wyłudzić kilka przysług, poopowiadać o ciężkiej pracy na Rusi, a w kancelarii udawać, że się nie zna tysiącpińćset nie dam kwitka, bo nie mogę. Oj potrafi. I anonimowe głosy są mniej ważne niż te z nazwiskiem. Powiedzcie to anonimowym tłumom Wielkiej Rewolucji...