niedziela, 15 grudnia 2013

Nieogar felix

Szczęśliwa. Mimo bratnich ślubów, kłótni, słoty, mieszkań, cmentarzy, oczu, rąk i nóg. Mimo mostu i Torunia w kratkę co postawili na nim krzyżyk.
Za chlebek z serkiem jestem szczęśliwa i za darmo. Za oczy, ręce i nogi. Za głowę się łapię ze szczęścia :) Za książeczkę i za rymow-Anki, za siel-Anki. Za bajkę o jebniętej rybce. Za burze, kryzysy i krezusy. 
Jestem Za!

sobota, 12 października 2013

Scena dramatu

Dramat na scenie. Główny winowajca leży nieprzytomny skuty w trupa. Wokół niego latają cukierki, zastawa stołowa i tłuką się ludzie.

niedziela, 22 września 2013

Czego uczą podróże zagraniczne

na poważne konferencje naukowe?
1. Że dominacja mężczyzn w nauce jest przytłaczająca.
2. Że "Die Deutschen sind doch dumm". Przynajmniej mężczyźni. Ich arogancja połączona z głupotą zdumiewa mnie coraz bardziej. Co jest trudnego w odnotowaniu, że rozumiem niemiecki, skoro śmiałam się z kolegi niemieckich dowcipów? No ale gwiazdor nie odnotował. Zbyt skupiony na sobie był. Skoro innemu tłumaczę, że czytałam te same teczki w archiwum w BERLINIE co on - to chyba jego język znam, prawda? Prawda? No, ale panowie Niemcy  albo szarych komórek nie mają, albo taktu. Z zapałem szczeniaka zaczęli śmiać się z Polaków, gastarbeiterów i jazdy starymi klekotami (jakbyśmy to lubili, serio), chociaż mogłam ich usłyszeć i słyszałam DOSKONALE. Pozdrawiam panów serdecznie. 
3. Że fikcja literacka jest uprawiana nawet na naj-naj-najwyższym szczeblu. Gdy dowiedziałam się, jak byli zapraszani naukowcy na ową konferencję włos na głowie mi się zjeżył. Cieszę się, że organizatorzy mieli więcej szczęścia niż rozumu i faktycznie przyjechali bardzo zainteresowani i w temacie odjąć plus minus 10-20%.
4. Że Nida to kawałek raju na ziemi. Ziemia i ziemianie średnio zasługują żeby taki kawałek raju posiadać. 
5. Że na całym wybrzeżu tej częsci Bałtyku panują podobne zwyczaje kulinarne, albo zmowa jakaś :P Ile można jeść kartoflankę, rybę z obleśnym sosem szpinakowym, ryżem z kaparami (niecierpię) i warzywami? Dobrze, że konferencja nie trwała tydzień, bo utknęłabym w żywieniowym kole w wersji kaliningradzkiej -  tam była ciągle wątróbka i ziemniaki z proszku. 
6. Że starzy znajomi są najcenniejsi i trzeba o nich dbać. 
7. Że nie mogę doczekać się powrotu do domu. 






niedziela, 8 września 2013

"Powiedz w co wierzysz, a powiem Ci kim jesteś"

Prawda, piękno, dobro napisał ten ziom od taniego wina. Prawda jest droga, piękno niepotrzebne, ale bez tego ostatniego...

Wierzę w to, że w ludziach tkwi dobro. Że są dobrzy z natury, tylko czasem trzeba wbić głębiej ich dusze szpadel, żeby pokłady dobra znaleźć. Wierzę, że dobro można wyciągnąć za uszy. Wierzę w to, że ten, co bije słabszego powinien zgnić w więzieniu, a ten co krzywdzi dziecko zawisnąć na szubienicy. Wierzę, że dobro jest. Jeszcze wierzę w to, że trzeba próbować do bólu. Jak raz nie wyszło, spróbować jeszcze, jeśli to co chce się zrobić jest warte próbowania. Wierzę w to, że nawet, jak się wywalimy, to jest coś warte.

Tylko, jak się spotkam z tym ludzkim złem to ręce mi się trzęsą. Staram się być superbohaterem i ratować świat, ale sama nie daję rady. Za dużo do uratowania, a ja mam tylko dwie ręce, jeden różowy rower do dyspozycji i Golfa III. Need help. Anyone? Ręce mi się ostatnio zbyt często trzęsły...


czwartek, 5 września 2013

Krzywe żale po gorzale

Dzień dobry, jestem nieogar i dobrzyńska kropka i nie piję. Nie piję, bo akurat nie mam co, ale jakbym miała, to bym wypiła. Czarę goryczy, nektar i brudzia. Najbardziej boli myśl, jak powiedział żon. Żon jest lekarstw na wszystko. Kilka myśli boli boli. Łatwo je zauważyć. Przebiegnie taka między jednym uchem a drugim i ała. Twardzielka wzrusza ramionami. I to już. Wzruszenie ramion dobija i przygina do gleby. Jak psa boli to gryzie. Ja gryzę tylko jak sobie pomyślę, co nie trzeba.

Bo lepiej być bezmyślnym jełopem. Takim się lepiej żyje.

Rewers.

środa, 14 sierpnia 2013

Tup tup tup

Tupot małych stópek. Lekarstwa na kaca brak. W głowie tylko szalone Balam Pichkari. A potem... Dhadak dhadak...

Kiedyś się skurczę tak, że zmieszczę się do małego plecaka. Pozbędę się bagażu niepotrzebnych wspomnień i przeżytych krzywd. Kiedy będę gotowa wszystko przyjąć i wszystko porzucić, dokonam takiego wyboru, że wszystkim w pięty pójdzie. I zniknę jak spadająca gwiazda. A może wybuchnę? Supernowa będzie przy tym pikusiem. Takim Panem Pikusiem z Avivy. Wodzenie kota za nos. Apsik!

Apsik swoją drogą tez ładny. Abhishek znaczy. Bocian ładny. Bachhan srogi.

niedziela, 9 czerwca 2013

I've lost my voice

Cieszę się każdą rzeczą, którą wiem, że na pewno lubię. Lepiej nigdy o liście rzeczy lubianych nie zapominać, bo można stracić swój głos. Dość dobrze jest też wiedzieć, czego/kogo się nie lubi. Nie jest to lista obowiązkowa, bo za częścią nielubianych spraw stoją uprzedzenia i strachy. Z jednym i drugim trzeba walczyć.

Na pewno nie lubię cyganów grających pod blokami na akordeonach. Bo najczęściej nie umieją grać.

Lubię się zmęczyć porządnie :)

środa, 15 maja 2013

Piłeczka

- Nie pogodziła się z nami nawet na łożu śmierci...
- Taka zawzięta, dlaczego?
- No właśnie, dlaczego?

No właśnie, dlaczego? Stojąc podczas różańca w niezbyt, jak na wiejskie pogrzeby, zatłoczonej kaplicy, zadawałam sobie to pytanie. Dlaczego właściwie miałaby? W obliczu nieszczęścia, umierając coraz mniejsza wśród coraz większych jakby poduszek, dlaczego właśnie ona miała odczuwać chęć wybaczania? Chrześcijańskie pół-pogańskie wychowanie i mózg robiły mi psikusy w przykościelnej kaplicy. Uhh... mózgu przestań! Wujek w lodówce, a ty co.
Ale właściwie dlaczego? Próbowałam nakłonić ją w swojej wszystkowiedzącej pozie do pojednania, zamknięcia spraw, przygarnięcia Kopciuszka i zostania dobrą wróżką. A dlaczego właściwie miałaby tak? Uhh na łożu śmierci pokazać wszystkim, że JA jestem ważna. Nie wybaczyć, gdy można, nie zamknąć spraw, gdy mija ostatnia szansa, zrobić wszystkim na złość.

- Ale im powiedziałam – powiedziała z błyskiem w oku. Chude ramionka podniosły się do góry i zacisnęły w pięści. A właściwie tylko jedna powstała z tego pięść. Druga od upadku nie mogła się już do końca zacisnąć. Nie pomagało ściskanie gumowej piłeczki z niewyraźnymi zarysami kontynentów.

Ściskała świat przed śmiercią.

...

wtorek, 14 maja 2013

Wojownik światła rzyga tęczą

Wojownikiem światła kurwa zostanę. Jak ten starszy pan.

Od buntu do rozpaczy. Od rozpaczy do buntu. Od euforii do smutku. I nazad.

Dajcie mi być samolubną. Dajcie mi nie być odważną chociaż trochę. Dajcie mi zadbać o siebie, zakleić rany plasterkiem, pogłaskać się samemu po głowie.

Ale nie, dzielna muszę być. Walczyć ze strachami. Nakurwiać salta i robić z siebie Wonderwoman. Dobrze, będę. 
 




niedziela, 21 kwietnia 2013

Zabierzcie mnie stąd!

Dawno się z Tobą nie widziałam, wiem, przepraszam. Dużo czasu tu mam, wiesz? Nie ma do kogo mordy otworzyć, a jak już to w obcym języku. Jestem skazana na Twoje towarzystwo, co mi właściwie średnio odpowiada. Zawsze jednak wytkniesz mi wszystkie moje błędy, przypomnisz o każdej porażce i nie dasz zapomnieć. Okej, przynosisz mi też dużo fajnych wspomnień. Przez Ciebie mi się na wspominki zebrało. Jaki ładny był klasztor na Karczówce i jak to się piekło ciasto w środku nocy. Czasem przypominasz mi o zapachu babcinej drożdżówki. Babcia nie lubiła pralek, nie mogła się do nich przyzwyczaić i ciągle swoje rzeczy w ręku prała. Wszędzie misek nastawiane. A ile razy się o nie potknęłam... A pamiętasz jak razem z bratem "piekliśmy" babki z piasku, tyle że z prawdziwymi jajkami znalezionymi w tej szczelinie między garażem a szajerkiem? Szajerka już nie ma, a kury jakieś posłuszne, niosą się tylko w kurniku.

Uciekałam przed Tobą jak najdalej się da, zapychając kalendarz od rana do wieczora, żeby tylko nie mieć czasu na spotkanie. No i patrz, trafiło się nam spotkać w obcym mieście, ile to już lat będzie? Pewnie ze trzy, jak nie więcej.

Ale byś już sobie mogła iść, Aniu. Ja wcale nie chcę Cię lepiej poznawać...

niedziela, 31 marca 2013

Moje małe czarne rozpacze

-Tata! Tata! Opa!

Nic. To się szkrabię na kolana, jak mogę. Nie da rady. Wściekam się, bo przecież płakać nie będę. Z tej wściekłości podarłam ojcu koszulkę. I tak była brzydka. Ale wtedy wciry dostałam. Prawie takie jak wtedy, kiedy się nie chciałam modlić.

- Mama! Mama! Zobacz!
- No dobra. Gary nie umyte! Przebiroj się i do roboty.

Tu mogło następować cokolwiek. Mogła być piątka z polskiego, szóstka z plastyki, dyplom taki siaki, albo w końcu wykuta na blachę tabliczka mnożenia.

Dzieci nie służą do kochania. Dzieci służą.

-Kowal ma cęgi, żeby się nie parzył.

...

-Jak wyglundasz! Zdymnij te klumpy.
-Bordowy to jest ładny kolor, granatowy, o!
-Cużeś na siebie założyła. Co za chomunto!
-Wyglundasz jak dziwka.

A to już teksty Helusi. Babcia była kochana, ale miała wiecznie 15 lat i chorą mamę, która chociaż zmarła w latach 50. XX wieku, nie pozwalała córce wychodzić za mąż i do ludzi. Babcia kochała po swojemu. To możesz, tego nie możesz. Masz wyglądać i się prezentować.

...

-Słyszałam od Twojej mamy. Dumna jest. No, gratuluję.
-Co? Mama?
-No tak, słyszałam, jak opowiadała. Tata też.
-Dobrze wiedzieć...

Przypadkowe rozmowy na przystanku PKSu w Czernikowie rządzą. Swoją drogą to magiczne miejsce, tam się jakieś żyły wodne muszą krzyżować, albo inne kanały mocy.
Dobrze wiedzieć. Tylko te małe czarne rozpacze, czarne dziury, niedobory wartości. Notoryczna potrzeba przeglądania się w cudzych oczach. I dobrze właściwie. Dobrzyńskie dzieci tak mają. Nie bez przyczyny jeden pan tak bardzo chciał się dowartościować, że przez płot skakał i Matkę Boską w klapie nosił. I dlatego właśnie żywię do niego taką sympatię.

After all, love is shareware.


poniedziałek, 25 lutego 2013

Sny

Pierwszy raz śniło mi się, że ten pieprzony niemowlak, którego ktoś mi ciągle podrzuca, nie umiera.
Tym razem ożył!
Płakałam ze szczęścia przez sen.

sobota, 9 lutego 2013

Na trasie Czernikowo-Toruń, 31 sierpnia 2012.

Tak właściwie to po co ja to wszystko robię. Jaka wewnętrzna siła mnie do tego popycha? Jutro pogrzeb, a ja jadę z łopatami do pracy, potem do Ciechocinka, żeby pięć osób mogło sobie radośnie podziabać łopatami po cmentarzu. Wykopać cembrowinę, wyciągnąć ją.
Po co ja to robię
Przecież mogłabym zrobić to samo, taniej siedząc w domu, albo w archiwum pisząc artykuły.
Po co ja to robię?
O oo o jakiś świr. Ooo WPL, WPL WPL, co to było WPL. Co to było WPL? Płock! Osz ty chuju z Płocka.
Nie zwróciłam uwagi, kiedy minęłam Obrowo, wiesz?
Po co ja to robię?
W ten siny siny siny siny dzień. Tak smutny, że się bardziej nie da.
Jadę. Sama. Nikt na mnie nie czeka, ale oczekuje. Oczekuje, dużo oczekuje. Ale nie czeka.
Po co ja to robię? Przecież dadzą sobie radę beze mnie, prawda?
Przecież jest tysiąc innych, które mogłyby dowiedzieć się, czy działa, czy nie zadziała. Czy ten stary power mixer opięty jakąś fatalną wykładziną w kolorze niebieskim będzie miał jedno gniazdo czy dwa.
Po co ja to robię?
Przede mną jedzie jakiś chuj z Bydgoszczy wypakowany towarem na sprzedaż. Nie ma lusterka wstecznego. Ja wyglądam tak, jak on, prawie.
Pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Grabie.
Po co ja to robię?
Przecież mogłabym nie robić tego, prawda? Nikt by mi krzywdy nie zrobił, chyba? No dobrze, jedna umowa podpisana, ale to jedna. A reszta? takie umowy na piękne oczy. Oprócz kwitka z laurką nie dostanę za to nic.
Po co ja to robię?
Po co ja to robię?
Nikt na mnie nie czeka. I nikt nie chce pomóc, ale oczekuje. No nie, pomagają, ale w miarę możliwości. Napisać „Wspieram Was” w internecie, „świetna inicjatywa”. Mój wujek leży w kostnicy, tak zimny, że go nie dotknę, bo się go boję. Ale jadę. Mam pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Mam pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Mój wujek leży zimny w kostnicy.
Nie spotkałam się z nim przed śmiercią. Moja babcia przed śmiercią chciała pokazać, że ma to coś.
Jakiś chuj z Lipna próbuje mnie wyprzedzić. A jedź, daleko nie pojedziesz.
Dlaczego?
Przecież nie dla pieniędzy. Gdyby przeliczyć punkty procentowe, ułamki, to wyszłoby że więcej do tego dokładam, niż mam. O ile w ogóle ktoś mi przyjmuje te kwity. Przeciez tego nie wiem. Tylko wierzę w to, że tak jak jest napisane, że dwa punkty. Dwa punkty. Na osiemdziesiąt. Ile to jest dwa punkty z osiemdziesięciu?
Po co ja to robię?
Kolejny siedzi mi na ogonie i myśli, że przechytrzy los i światło czerwone w Dobrzejewicach.
Zaraz wszystkim zapalą się z tyłu takie ładne czerwone światełka. A mi powinno się zapalić takie czerwone światełko w głowie.
Po co ja to robię?
Może zacznę karierę literacką. Ach, to problem, że nie lubię pisać.
Dom dom dom gnicie praca dom gnicie gnicie gnicie cmentarz. To by się zgadzało, prawda? Ten marazm, który mnie ogarnia? I jestem tylko takim małym śmierdzącym trupkiem.
Po co ja to robię?
Po co ja to robię?
Czerwona lampka? Może powinam nauczyć się takich odruchów, żeby ta lampka się paliła.
Po co ja to robię?
Chyba trzeba to pytanie trzeba zadać Pani Marcie. Osiemdziesiąt cztery lata, cztery udary. Ale robi. Bo może. Tak, to jest dobra odpowiedź: robię, bo mogę. Bo nikt mi tego nie zabronił jeszcze, chociaż próbował. Prawda, tato?
Tato...?

sobota, 2 lutego 2013

Zaświadczenia

O niebyciu wielbłądem, o posiadaniu obywatelstwa, o numerze buta, o niekaralności, niezaraźliwości, ZUS ZUO, pardą ZUA, DRA, a może Drat? Ile można. Dwa do przodu, trzy do tyłu. I przez bramki trzeba przejść, ale trzy. Można niby furtką z tyłu wyjść, bez trzech bramek, ale wejść się nie da. Z przyjemnością, brak parafki na każdej stronie, archiwalne przyzwyczajenie paginacji kart.

I po co to wszystko?
Jutra przecież może wcale nie być.

O księdzu z kamiennym sercem piszą, że wybacza wszystkim i prosi o wybaczenie. Wszystko jasne jednak i oczywiste jak słońce, niewinna ofiara mediów. Nażreć się, napić, wyłudzić kilka przysług, poopowiadać o ciężkiej pracy na Rusi, a w kancelarii udawać, że się nie zna tysiącpińćset nie dam kwitka, bo nie mogę. Oj potrafi. I anonimowe głosy są mniej ważne niż te z nazwiskiem. Powiedzcie to anonimowym tłumom Wielkiej Rewolucji...

wtorek, 15 stycznia 2013

Mądrości nieżyciowe

Z dzisiejszej wizyty u kosmetyczki:

"Problemy trzeba rozwiązywać, a nie uczyć się z nimi żyć"

Dumny autor, Nieogar :D

A jeśli...

Jeśli podróże w czasie byłyby możliwe, zapewne niejednemu i niejednej zdążyłabym podczas chociaż takiej krótkiej, dziesięciominutowej, zatopić czubek buta w rzyci. A na taką podróż ubrałabym buty z czubem, jakie były modne w roku 2003. W obronie uciśnionych i złamanych serc dzieliłabym razy niczym Anioł Zemsty. A na koniec obowiązkowo rzygałabym tęczą.
Ot Internet.