Za chlebek z serkiem jestem szczęśliwa i za darmo. Za oczy, ręce i nogi. Za głowę się łapię ze szczęścia :) Za książeczkę i za rymow-Anki, za siel-Anki. Za bajkę o jebniętej rybce. Za burze, kryzysy i krezusy.
Jestem Za!
Na trasie Czernikowo-Toruń, 31 sierpnia 2012.
Tak właściwie to po co ja to wszystko robię. Jaka wewnętrzna siła mnie do tego popycha? Jutro pogrzeb, a ja jadę z łopatami do pracy, potem do Ciechocinka, żeby pięć osób mogło sobie radośnie podziabać łopatami po cmentarzu. Wykopać cembrowinę, wyciągnąć ją.
Po co ja to robię
Przecież mogłabym zrobić to samo, taniej siedząc w domu, albo w archiwum pisząc artykuły.
Po co ja to robię?
O oo o jakiś świr. Ooo WPL, WPL WPL, co to było WPL. Co to było WPL? Płock! Osz ty chuju z Płocka.
Nie zwróciłam uwagi, kiedy minęłam Obrowo, wiesz?
Po co ja to robię?
W ten siny siny siny siny dzień. Tak smutny, że się bardziej nie da.
Jadę. Sama. Nikt na mnie nie czeka, ale oczekuje. Oczekuje, dużo oczekuje. Ale nie czeka.
Po co ja to robię? Przecież dadzą sobie radę beze mnie, prawda?
Przecież jest tysiąc innych, które mogłyby dowiedzieć się, czy działa, czy nie zadziała. Czy ten stary power mixer opięty jakąś fatalną wykładziną w kolorze niebieskim będzie miał jedno gniazdo czy dwa.
Po co ja to robię?
Przede mną jedzie jakiś chuj z Bydgoszczy wypakowany towarem na sprzedaż. Nie ma lusterka wstecznego. Ja wyglądam tak, jak on, prawie.
Pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Grabie.
Po co ja to robię?
Przecież mogłabym nie robić tego, prawda? Nikt by mi krzywdy nie zrobił, chyba? No dobrze, jedna umowa podpisana, ale to jedna. A reszta? takie umowy na piękne oczy. Oprócz kwitka z laurką nie dostanę za to nic.
Po co ja to robię?
Po co ja to robię?
Nikt na mnie nie czeka. I nikt nie chce pomóc, ale oczekuje. No nie, pomagają, ale w miarę możliwości. Napisać „Wspieram Was” w internecie, „świetna inicjatywa”. Mój wujek leży w kostnicy, tak zimny, że go nie dotknę, bo się go boję. Ale jadę. Mam pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Mam pięć łopat na tylnym siedzeniu.
Mój wujek leży zimny w kostnicy.
Nie spotkałam się z nim przed śmiercią. Moja babcia przed śmiercią chciała pokazać, że ma to coś.
Jakiś chuj z Lipna próbuje mnie wyprzedzić. A jedź, daleko nie pojedziesz.
Dlaczego?
Przecież nie dla pieniędzy. Gdyby przeliczyć punkty procentowe, ułamki, to wyszłoby że więcej do tego dokładam, niż mam. O ile w ogóle ktoś mi przyjmuje te kwity. Przeciez tego nie wiem. Tylko wierzę w to, że tak jak jest napisane, że dwa punkty. Dwa punkty. Na osiemdziesiąt. Ile to jest dwa punkty z osiemdziesięciu?
Po co ja to robię?
Kolejny siedzi mi na ogonie i myśli, że przechytrzy los i światło czerwone w Dobrzejewicach.
Zaraz wszystkim zapalą się z tyłu takie ładne czerwone światełka. A mi powinno się zapalić takie czerwone światełko w głowie.
Po co ja to robię?
Może zacznę karierę literacką. Ach, to problem, że nie lubię pisać.
Dom dom dom gnicie praca dom gnicie gnicie gnicie cmentarz. To by się zgadzało, prawda? Ten marazm, który mnie ogarnia? I jestem tylko takim małym śmierdzącym trupkiem.
Po co ja to robię?
Po co ja to robię?
Czerwona lampka? Może powinam nauczyć się takich odruchów, żeby ta lampka się paliła.
Po co ja to robię?
Chyba trzeba to pytanie trzeba zadać Pani Marcie. Osiemdziesiąt cztery lata, cztery udary. Ale robi. Bo może. Tak, to jest dobra odpowiedź: robię, bo mogę. Bo nikt mi tego nie zabronił jeszcze, chociaż próbował. Prawda, tato?
Tato...?